Jak jest zima, to musi być zimno! Wracamy do domu – kakao!
Kakao z definicji musi być a) w kubku b) ze słomką c) gorące d) z piankami

Opcja pianek zrobionych własnoręcznie była tylko kwestią czasu. Pomyślałam sobie, że Walentynki mogą być dobrym czasem.
Po pierwsze dlatego, że jest przeraźliwie zimno (patrz punkt: kakao).
Po drugie dlatego, że łatwo je komuś podarować (w sensie: przewieźć albo wysłać) – kto choć raz przewoził tort, ten wie o czym mowa.
Po trzecie dlatego, że jak ktoś taki prezent zabierze do pracy, to kawę z piankami będzie mógł pić przez kilka dni cały czas (założenie dość optymistycznie, ale co tam!) miło wspominając darczyńcę.
Po czwarte dlatego, że do ich produkcji nie potrzeba piekarnika, termometrów i innych gadżetów. Potrzeba garnka i miksera.

Ach, no i wcale nie muszą być ani różowe, ani w serduszka. Choć takie też są bardzo sympatyczne (choć przyznaję – ciut kiczowate ale jest luty więc mam alibi). Następnym razem planuję do procesu włączyć ciut espresso i zrobić pianki o smaku capuccino. Modyfikacji może być mnóstwo :)

Jedyne, co warto wiedzieć przed rozpoczęciem tego przepisu to tyle, że potrzebny jest czas – ok 6 godzin lub więcej (warto je zostawić na noc)

Piankowe serduszka czyli domowe marshmallows
– 180ml wody
– 2 łyżki żelatyny
– 2 szklanki drobnoziarnistego cukru
– 120ml b.zimnej wody
– olejek waniliowy
– barwnik spożywczy (opcjonalnie)

Przygotować mikser z obrotową miską (można i ręczny ale tutaj trzeba dość długo miksować więc jeśli macie, wybierzcie stojący). Do miski wlewamy zimną wodę i rozpuszczamy w niej żelatynę. W garnku (najlepiej takim o grubym dnie) zagotowujemy 180ml wody, powoli wsypujemy (partiami) cukier i mieszamy aż do rozpuszczenia. Kiedy pojawią się bąbelki, zostawiamy garnek na ogniu jeszcze 15 minut od czasu do czasu mieszając.

W tym czasie przygotujemy formę, w której zostawimy pianki do stężenia – ja użyłam prostokątnej blachy do ciasta. Wykładamy ją papierem do pieczenia i smarujemy tłuszczem, a następnie wysypujemy dość grubą warstwą cukru pudru.

Zdejmujemy garnek z cukrem z ognia, włączamy mikser (w misce powinna być „papka” żelatynowa) i powolutku, cienką strużką wlewamy gorącą wodę z cukrem. Jeśli macie ręczny mikser to radzę uzbroić się w cierpliwość bo czeka Was ok 20 minut miksowania – w tym czasie ten przezroczysty płyn zamieni się w białą, puszystą masę. Po tym czasie można dodać olejek zapachowy i (opcjonalnie) barwnik. Jeśli masa jest bardzo gęsta – można wyłączyć mikser, jeśli nie – pomiksować jeszcze 5-10 minut. Kiedy jest gotowa wylewamy ją do przygotowanej formy, wyrównujemy szpatułką i odstawiamy do stężenia na minimum 6 godzin (a jeszcze lepiej na całą noc). Można formę włożyć do lodówki ale nie jest to konieczne, natomiast warto ją owinąć folią żeby wierzch nadmiernie nie wysechł.

Na sam koniec zostaje najfajniejsza zabawa – albo pianki kroimy na prostokątne kawałki – albo, wycinamy je foremkami w dowolne kształty.
Aby je komuś podarować wystarczy celofanowy woreczek i ładna wstążka lub fajny słoiczek (wtedy warto wsypać do niego trochę cukru pudru żeby pianki się ze sobą nie pozlepiały)

PS. Z takimi domowymi piankami proponuję zrobić te muffinki czekoladowe