Dzisiaj przerwa w konkursowych przepisach – dziś przepis na śniadaniowe… (no, nie nazwałabym ich bułeczkami) wypieki.
Malin jest jeszcze dużo więc tym razem postanowiłam, że będzie malinowo – choć pierwotnie chciałam je zrobić z borówkami. Teraz myślę, że to byłby lepszy pomysł, ale o tym za chwilę. Robi się je na tyle szybko, że przed przystąpieniem do działań można spokojnie włączyć piekarnik żeby się nagrzał.

Scones z malinami

– 2 szklanki mąki*
– 3 łyżki cukru
– 2 łyżeczki proszku do pieczenia
– 6 łyżek masła
– 2 jajka
– 1/3 szklanki śmietany
– 1 szklanka malin

W misce mieszamy mąkę, cukier (ja dałam więcej, lubię jak są słodsze), proszek do pieczenia i szczyptę soli. Masło (zimne) pokroić drobno – jak na kruszonkę – i dodać do mąki. Dorzucić maliny i – jeśli jest pod ręką – zetrzeć trochę skórki z cytryny, ja dałam taką przyprawową, z torebki. W drugiej miseczce rozbełtać jajka i dodać śmietanę. Całość wlać do suchych składników i wymieszać widelcem do połączenia składników. Do tego przepisu nie używa się miksera i – podobnie jak przy muffinach – im mniej mieszania, tym lepiej.

Przełożyć masę na wysypaną mąką powierzchnię – ** u mnie ciasto było zdecydowanie zbyt rzadkie więc dosypałam mąki tak, że wyszły sumarycznie 3 szklanki – i krótko wyrobić. Konsystencja powinna być taka żeby dało się je spłaszczyć ręką  i pokroić (podsypanym mąką) nożem w trójkąty. Trójkąty kładziemy na papierze do pieczenia, smarujemy wierzch cienką warstwą śmietany i obficie posypujemy cukrem. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 200C przez 20 minut (do zbrązowienia).

Przyznaję, że zapach malin, który unosił się w kuchni był nieziemski i smakowały naprawdę pysznie! Dlaczego więc uważam, że borówki byłyby lepsze? Zraziły mnie trochę problemy z konsystencją ciasta, które zapewne wynikały z tego, że maliny są bardziej soczyste, a podczas wyrabiania puściły sporo soku. Dosypanie mąki załatwiło sprawę i później było już bezproblemowo ale sądzę, że wypróbuję ten przepis jeszcze raz – tym razem z jagodami lub borówkami i sprawdzę czy pobije ten na scones z czekoladą i żurawiną, który aktualnie jest moim nr 1.

Na mojej liście przepisów do pokazania jest zupa z dyni – teraz, kiedy obiecałam go Joannie (zobacz tutaj) będę musiała chyba dotrzymać słowa? :) Jeśli ktoś ma inne propozycje tematów – piszcie śmiało na facebookowym profilu.

PS. Jak Wam się podoba nowy obrazek na górze bloga?