Dzisiaj w programie zebrania mamy trzy punkty: po pierwsze mam komunikat, po drugie mam przepis (a jakże!), a po trzecie mam prezent. A pardon, jest jeszcze punkt czwarty: dygresja ze zdjęciem.

Wczoraj narzekałam, że 31 marca powinien być Dniem Szarlotki. Serio, czy ktoś wie czy jest taki dzień, a jeśli tak – to kiedy?
Było już co prawda późno, a ja wyjątkowo miałam w domu wszystkie składniki na szarlotkę (czytaj: jabłka, które nadają się do pieczenia, a nie do jedzenia samodzielnie) ale w drodze do kuchni doszłam do pewnych ogólnożyciowych wniosków (a dalekiej drogi do kuchni nie mam). Wniosek był taki, że wszystkie blogi są o wypiekach – ciastach, chlebach i te pe to mój musi być o czymś innym. I tak o godzinie 22-ej z hakiem zamiast szarlotki ugotowałam zupę.
Komunikat na dziś (patrz punkt pierwszy programu) brzmi: koniec ciast, będą tylko zupy! I tu płynnie przechodzimy do punktu drugiego: przepis na zupę. A dokładniej: pora na pora!

Zupa porowo-ziemniaczana

– 1 duży por
– 3 ziemniaki (u mnie: kremowe)
– 3 łyżki masła
– 1l bulionu
– tymianek

Zupa jest prosta w wykonaniu jak metr sznurka. Serio, całość nie zabiera więcej niz 10 minut, potem zostawia się jak w spokoju na 30 minut i voila, garnek pysznej zupy gotowy!
Pora umyć i białą część pokroić w (dość wąskie) plasterki. Ziemniaki pokroić w kostkę. Do garnka wrzucić masło (można zastąpić oliwą z oliwek) i jak się rozpuścić wrzucić plasterki pora oraz ziemniaki.
Podsmażyć mieszając parę minut. Dolać parę łyżek wody i zostawić jeszcze na 10 minut na małym ogniu, od czasu do czasu mieszając. Potem zalać bulionem, i dodać łyżeczkę suszonego tymianku (ja nie solę dodatkowo bo bulion jest słony). W tym momencie można spokojnie zostawić zupę na ok 30 minut pod przykryciem, na małym ogniu i pozwolić jej wypełnić zapachem całą kuchnię.

Lubię tę zupę na drugi dzień, podgrzaną ale nie gorącą – w ciepły wiosenny dzień, z odrobiną świeżej bazylii jest odswieżająca, nie jest ciężka ani nadmiernie sycąca. Pyszna, lekka, kojarząca się z wiosną (i dobra na wiosenne ograniczanie kalorii).

Obiecany prezent to tapeta na pulpit z kalendarzem na kwiecień 2011 – znajdziecie ją w różnych rozmiarach tutaj (komentarze mile widziane!)

[for desktop wallpaper with April calendar click here]

Wracając jeszcze na chwilę do zupy – jadłam ją dziś oglądając sobie za oknem taką pocztówkę:

Czy ten widok wróży, że w końcu w ten weekend będzie ładna pogoda? :) Tego i sobie, i Wam, życzę!